piątek, 1 stycznia 2010

Avatar (3D)

Avatar jest rzekomo najbardziej oczekiwanym filmem tego roku i rzekomo najdroższym w historii. Do kina wybrałem się na to cudo za namową kolegów. Poszliśmy na wersję trójwymiarową co miało zwiększyć doznania no i... faktycznie zwiększyło. Nie wiem, chyba już żadna historia nie jest w stanie mnie urzec tak do końca, dlatego również tą avatarową nie czuję się jakoś specjalnie oczarowany, ale efektowności najmłodszemu dziecku Jamesa Camerona odmówić nie można. Tak się zastanawiam czy jakiekolwiek ujęcia "plenerowe" zostały tutaj nie zrealizowane z użyciem komputerów.

Po ponad pięciu latach kosmicznego dryfu Jack Sully budzi się w swojej komorze kriogenicznej i razem z załogą swojego statku dołącza do grupy ludzi osiadłych na tajemniczej planecie zwanej Pandora. Odkryto tutaj potężne złoża cennego metalu, do którego pragnie dobrać się chciwa korporacja finansująca całą wyprawę. Problem w tym, że Pandora nie jest planetą niezamieszkaną. Żyją tu człekopodobne istoty zwane Na'vi.


Na'vi nie są wrogo nastawieni i żyją dość prymitywnie, w harmonii z naturą. Cały problem polega na tym, że ich wioska stoi na ogromnych złożach cennego dla ludzi minerału, a im samym ani w głowie przenosić się gdzie indziej. Nie pomagają próby przekupstwa, nie pomaga dyplomacja. Obie rasy stają na krawędzi wojny.

Tytułowy Avatar to nazwa naukowo-wojskowego projektu, którego celem jest wyhodowanie istot będących ucieleśnieniem Na'vi i uduchowieniem człowieka. Z pomocą futurystycznej technologii ludzie nauczyli się teleportować swoje umysły w ciała tych stworów i kierować nimi zdalnie. Jednym takich fałszywych Na'vi kieruje właśnie Jack Sully. Postanawia wykorzystać ostatnie trzy miesiące pokoju w celu przeniknięcia do społeczności tubylców i znalezienia sposobu na przekonanie ich do przenosin. W trakcie misji Jack przekonuje się jednak, że ludzie nie mają niczego co mogliby zaoferować Na'vi i co gorsza zaczyna rozumieć ich położenie. Po czyjej stronie stanie w ostatecznym starciu?

Avatar to dość oklepana już historia trudnego wyboru między "swoimi" a "tymi dobrymi", zdrady w słusznej sprawie. Pojawia się też wątek miłosny. Ale i tak to co jest w tym filmie najważniejsze to widoczki ;) Niesamowite krajobrazy, wyrenderowane z ogromną dbałością o szczegóły, środowisko pozwalające wykorzystać najróżniejsze cuda techniki, no i ten trójwymiar pełniący rolę wisienki zwieńczającej tort. Avatar może porwać każdego, nawet osoby nie będące wielbicielami gatunku. Jeśli nie spodoba się opowieść o złych ludziach (ojej, w końcu to nie nas zjadają kosmici!) to pewnie bardziej podejdzie oprawa. Najlepszym tego przykładem jestem ja - chociaż nie mówię, że zupełnie nie podobała mi się fabuła; nie była najgorsza :) Z chęcią zapoznam się też za jakiś czas z wersją BluRay, tak żeby mieć porównanie, czy wersja nie-3D też potrafi się wybronić. A za trójwymiar 4,9.

* * * * *