Po ponad pięciu latach kosmicznego dryfu Jack Sully budzi się w swojej komorze kriogenicznej i razem z załogą swojego statku dołącza do grupy ludzi osiadłych na tajemniczej planecie zwanej Pandora. Odkryto tutaj potężne złoża cennego metalu, do którego pragnie dobrać się chciwa korporacja finansująca całą wyprawę. Problem w tym, że Pandora nie jest planetą niezamieszkaną. Żyją tu człekopodobne istoty zwane Na'vi.
Na'vi nie są wrogo nastawieni i żyją dość prymitywnie, w harmonii z naturą. Cały problem polega na tym, że ich wioska stoi na ogromnych złożach cennego dla ludzi minerału, a im samym ani w głowie przenosić się gdzie indziej. Nie pomagają próby przekupstwa, nie pomaga dyplomacja. Obie rasy stają na krawędzi wojny.
Tytułowy Avatar to nazwa naukowo-wojskowego projektu, którego celem jest wyhodowanie istot będących ucieleśnieniem Na'vi i uduchowieniem człowieka. Z pomocą futurystycznej technologii ludzie nauczyli się teleportować swoje umysły w ciała tych stworów i kierować nimi zdalnie. Jednym takich fałszywych Na'vi kieruje właśnie Jack Sully. Postanawia wykorzystać ostatnie trzy miesiące pokoju w celu przeniknięcia do społeczności tubylców i znalezienia sposobu na przekonanie ich do przenosin. W trakcie misji Jack przekonuje się jednak, że ludzie nie mają niczego co mogliby zaoferować Na'vi i co gorsza zaczyna rozumieć ich położenie. Po czyjej stronie stanie w ostatecznym starciu?
Avatar to dość oklepana już historia trudnego wyboru między "swoimi" a "tymi dobrymi", zdrady w słusznej sprawie. Pojawia się też wątek miłosny. Ale i tak to co jest w tym filmie najważniejsze to widoczki ;) Niesamowite krajobrazy, wyrenderowane z ogromną dbałością o szczegóły, środowisko pozwalające wykorzystać najróżniejsze cuda techniki, no i ten trójwymiar pełniący rolę wisienki zwieńczającej tort. Avatar może porwać każdego, nawet osoby nie będące wielbicielami gatunku. Jeśli nie spodoba się opowieść o złych ludziach (ojej, w końcu to nie nas zjadają kosmici!) to pewnie bardziej podejdzie oprawa. Najlepszym tego przykładem jestem ja - chociaż nie mówię, że zupełnie nie podobała mi się fabuła; nie była najgorsza :) Z chęcią zapoznam się też za jakiś czas z wersją BluRay, tak żeby mieć porównanie, czy wersja nie-3D też potrafi się wybronić. A za trójwymiar 4,9.
* * * * *

