czwartek, 31 grudnia 2009

Fight Club

Główny bohater Podziemnego kręgu (Edward Norton) jest pracownikiem dużej korporacji. Żyje sam, dobrze zarabia, ma wszystko o czym tylko zamarzy, a jednak nie znajduje szczęścia w życiu. Od pół roku cierpi na bezsenność. Za radą lekarza udaje się na spotkanie mężczyzn z rakiem prostaty, gdzie dopiero dostrzega co to znaczy mieć w życiu ciężko. Spotkania zaczynają mu się podobać, sypia po nich dobrze. Zaczyna uczęszczać do coraz większej ilości grup i po jakimś czasie zauważa, że nie tylko jemu oglądanie cudzej krzywdy przynosi ulgę.


Podczas jednego ze służbowych lotów poznaje Tylera Durdena (Brad Pitt), sprzedawcę wysokiej klasy mydła o bardzo specyficznym pochodzeniu. Znajdują wspólny język. Po powrocie do domu okazuje się, że mieszkanie naszego bezimiennego bohatera w podejrzanych okolicznościach wyleciało w powietrze. Postać grana przez Nortona znajduje schronienie u Tylera. Podczas jednego z barowych posiedzeń między mężczyznami dochodzi do bijatyki. Okrywają jednak, że przynosi im to przyjemność i organizują w piwnicy baru tajemny klub walki, do którego wstępuje coraz więcej nowych członków. Grupa z czasem przeobraża się w ogólnokrajową bojówkę o charakterze zbrojnym. Aż pewnego dnia Tyler znika.

I wtedy właśnie fabuła zakręca i można się na moment zgubić. Fight Club to przewrotna historia z elementami schizofrenicznymi. Główny bohater nie ma imienia nie bez powodu. Świetny scenariusz, genialne postaci i zaskakująca końcówka. Tylko ta ostatnia scena i efekty specjalne sprzed 10 lat... I tak warto zobaczyć. 4,7 jak nic.

* * * * *

There Will Be Blood

Aż poleje się krew - kolejny seans zainspirowany produkcjami Rockstar Games, tym razem gatunku western. W przyszłym roku, w kwietniu wychodzi Red Dead Redemption. Zapowiada się na wielki hicior, chociaż tylko na konsole. Akcja There Will Be Blood rozgrywa się w podobnym czasie, czyli na przełomie XIX i XX wieku, m.in. w Teksasie, w Nowym Meksyku czy Kalifornii. Opowiada o początkach wydobycia ropy i szczęściarzach, którzy upatrywali w tym swojej przyszłości. Jednym z nich jest Daniel Plainview (Daniel Day-Lewis), przebiegły chciwiec skupujący ziemię pod wydobycie na niewinną buźkę swojego dzieciaka.


Po kilkunastu latach Plainview dorabia się całkiem pokaźnej grupy wież wydobywczych w całych Stanach i osiada na dłużej w małej wiosce Little Boston. Rządy sprawuje tam niepodzielnie samozwańczy i równie chciwy kaznodzieja Kościoła Trzeciego Objawienia - Eli Sunday. Daniel i Eli nie przepadają za sobą, ale muszą się tolerować ze względu na obustronne korzyści z tego faktu wynikające. Ludzie idą za "pasterzem", a Plainview daje pracę, która ich tu trzyma. Aż poleje się krew to mieszanina akcentów rodzinnych, religijnych i historycznych, zmieszanych z opowieścią o chorobliwej chciwości, która sprowadza człowieka na dno. Mieszanina tragiczna, tak też się kończąca. Piękna sceneria i niesamowita przemiana oskarowego Day-Lewisa. 4,5.

* * * *

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Requiem for a Dream

I jeszcze jeden klasyk. Requiem for a Dream (Requiem dla snu) to historia czterech osób: Harry'ego, jego matki Sary, dziewczyny Marion i przyjaciela Tyrone'a. Wszyscy poza Sarą, uzależnioną od telewizji, są narkomanami. Film pokazuje jak uzależnienia ich wszystkich pogłębiają się z biegiem czasu i co w ostateczności mogą zrobić ze swoimi "nosicielami". Sara pewnego dnia otrzymuje telefonicznie informację o tym, że została wylosowana do jednego z programów TV. Kobieta postanawia wcisnąć się w czerwoną sukienkę, w której ostatnio była widziana na maturze syna. Okazuje się jednak, że przybyło jej kilka kilogramów, których postanawia się szybko pozbyć. Kiedy dieta nie przynosi oczekiwanych efektów, Sara decyduje się na kurację farmakologiczną. Zaczyna żyć tylko na pigułkach, co przeradza się w kolejne uzależnienie, a w końcu w chorobę psychiczną.


W tym czasie Harry i Tyrone postanawiają rozkręcić własny biznes. Z ćpania przerzucają się na dilerkę... i ćpanie. Interes się kręci, pieniędzy przybywa, Harry kupuje matce nowy telewizor, a sam sięga po coraz silniejszy towar. Wkrótce w mieście wybucha wojna między włoskimi i czarnymi dostawcami narkotyków. Przez kilkanaście dni na ulicy brakuje dilerów. Mocno już w tym czasie uzależniona trójka głównych bohaterów napotyka poważne trudności. Brakuje towaru nie tylko na sprzedaż, ale też na własny użytek. Harry i Tyrone wyruszają na Florydę, gdzie handlarze rzekomo ukryli ładunek. Po drodze, w ranę Harry'ego, spowodowaną zażywaniem heroiny, wdaje się infekcja. W szpitalu lekarze amputują rękę i wzywają policję, która aresztuje Tyrone i skazuje na roboty. Marion, która nie daje sobie już rady w Nowym Jorku, decyduje się na wizytę o lokalnego bossa narkotykowego sprzedającego prochy dziewczynom w zamian za usługi seksualne.

Requiem dla snu jest dość długie, ale za to takie do bólu prawdziwe. Szokująca przemiana głównych bohaterów jest jednak bardzo pouczająca i całość spełniła chyba założenia reżysera. A Sara i tak nie dostała się do programu. 4,6.

* * * * *

Irreversible

Irreversible, nie jest to film nowy i na dodatek nie jest to film typowy. Co w ogóle znaczy typowy? No na pewno nie taki, w którym poszczególne sceny puszczane są od tyłu, tzn. ich kolejność jest... odwrotna :) Nieodwracalne to historia pary, którą spotyka tragedia. Ona - Alex (Monica Belucci), On - Marcus i Ich przyjaciel, a eks Alex, Pier są na imprezie. Marcus zupełnie odlatuje pod wpływem środków odurzających. Pier zostaje, aby się nim zaopiekować, a Alex samotnie wraca do domu. Zostaje napadnięta w przejściu podziemnym, zgwałcona i bardzo (patrz post wcześniej) brutalnie pobita. Scena gwałtu jest w tym filmie jedną z dwóch najmocniejszych, reżyser pokazuje wszystko bez cięć. W sumie zacząłem już nawet przysypiać, bo trochę to trwa, a akcja jest dość... monotonna. Po wyjściu z imprezy kilkanaście minut później, Marcus postanawia odnaleźć napastnika.


Swoją pomoc, za drobną opłatą, oferuje mu dwóch lokalnych rzezimieszków. Znajdują oni dokumenty zwyrodnialca i proponują Marcusowi odsprzedaż oraz znalezienie właściciela. Trop prowadzi do paryskiego klubu dla gejów Rectum. Marcus namierza tam swój cel, jednak jest zbyt osłabiony, by wymierzyć sprawiedliwość samodzielnie. Wyręcza go niepozorny Pier. I tutaj ma właśnie miejsce druga mocna scena, o szczegółach której nie będę opowiadał. Powiem tylko, że ma dość silny związek z pewną gaśnicą.

Opowiedziałem wszystko plus minus we właściwej kolejności. Jak wspomniałem na początku, film przedstawia te sceny od końca. Całość wydaje się być kręcona jak jakaś niskobudżetówka, ale ostatecznie stanowi naprawdę porządną produkcję. Z początku tylko trochę denerwuje celowo odwrócona pod kątem kamera, ale może to i lepiej. Przecież kogo interesują perypetie bywalców Rectum ;> Ogląda się szybko, acz z zaciekawieniem. 4,5!

* * * *

The Last House on the Left

The Last House on the Left - długi tytuł. Ostatni dom po lewej to remake filmu pod tym samym tytułem, zrobionego w 1972 roku. I to remake udany, z czym nie mamy do czynienia zbyt często. Obraz promowany hasłem "Jeśli źli ludzie skrzywdzą kogoś kogo kochasz, jak daleko posuniesz się by się zemścić?" jest mroczny, brutalny i trzyma w napięciu do końca. Szczerze mówiąc, póki nie obejrzałem Irreversible, o którym napiszę w kolejnym poście, myślałem że przedstawiona tutaj leśna scena gwałtu jest brutalna. No, ale o tym nie teraz.

Mari, uzdolniona, młoda pływaczka, przyjeżdża razem z rodzicami na wakacje, do domku letniskowego nad jeziorem. Przyjeżdżają tu już od wielu lat, ale tym razem wakacje zapamiętają na długo. Pierwszego dnia Mari odwiedza starą przyjaciółkę Paige. Pracuje ona w miejscowym sklepie. Tam też dziewczyny poznają Justina, który zaprasza je do siebie na wypróbowania "naprawdę świetnego towaru". W czasie degustacji do motelowego pokoju wraca ojciec Justina, jego wujek i ich towarzyszka. Tak się składa, że kilka godzin wcześniej tatuś dał nogę z transportu więziennego, w czym pomogła mu dwójka jego oddanych przyjaciół. Szalona rodzinka porywa Mari i Paige. Dziewczyny próbują w międzyczasie dać nogę, jednak kończy się to tragicznie.


Paige zostaje zadźgana, a Mari brutalnie pobita i zgwałcona. W końcu udaje jej się jednak ucieczka w czasie której na dodatek zostaje postrzelona. Płynąc wpław przez jezioro (powoli, jak na postrzeloną przystało) Mari dociera do swojego domu, w którym kilka godzin wcześniej schronili się przed burzą napastnicy. W tym czasie śpią już oni w domku dla gości. Justin, który od początku gorzko żałował tego, że sprowadził na swoje nowe przyjaciółki tak okrutny los, potajemnie wsypuje bandziorów przed gospodarzami, a Ci z kolei postanawiają się zemścić, i to w dość okrutny sposób.

Jest mocno, brutalnie i momentami krwawo. Film ogląda się przyjemnie, bez nudy i czasem można odnieść nawet wrażenie, że to horror, nie thriller/dramat. Dodatkowym atutem jest genialna ścieżka dźwiękowa, autorstwa jednego z moich ulubionych kompozytorów, Johna Murphy'ego. Polecam :) Cztery i pół.

* * * *

Inglorious Basterds

Inglorious Basterds to jeden z tych filmów, na które czekałem, a jak już pojawił się w kinach to zapomniałem :p Ale teraz wyszedł na DVD i żałuję... Żałuję, że jednak nie byłem w kinie. Kolejny film Tarantino i kolejny, po obejrzeniu którego bez najmniejszych zastrzeżeń wystawiam pięć gwiazdek. A wszystko to takie proste.

II Wojna Światowa, okupowana przez hitlerowskie Niemcy Francja. Bękarty Wojny, bo tak film się po polsku zwie, opowiadają historię grupy alianckich żołnierzy narodowości amerykańsko-żydowskiej, pod dowództwem porucznika Aldo Raine'a (Brad Pitt), wybranych do zostania "psami na nazistów". Każdy z "psów" zobowiązany był do dostarczenia swemu dowódcy stu nazistowskich skalpów. Oczywiście oddział utworzony został nieoficjalnie i miał charakter czysto partyzancki. Mało któremu naziście, który już wszedł im w drogę udało się wyjść z tego spotkania żywemu, ale jeśli już się udało, to Bękarty miały w zwyczaju wycinać takiemu osobnikowi na czole swastykę, coby ludzie wiedzieli w przyszłości z kim mają do czynienia. Ten krótki opis powinien wystarczyć za rekomendację, jednak film jest nieco ambitniejszy i nie opiera się w całości tylko na tych "bestialskich" praktykach. Wręcz przeciwnie, takich egzekucji nie widać na ekranie zbyt często. Raz? Dwa?


Dużo ważniejszy jest wątek opowiadający historię zgładzenia hitlerowskich grubych ryb w czasie bardzo wyjątkowego wieczoru. Przy okazji zaplącze się tam też sam Führer, ale nie będę wszystkiego opowiadał, lepiej samemu obejrzeć.

Inglorious Basterds to oczywiście historia fikcyjna, ale po obejrzeniu wszystkiego trochę szkoda mi się zrobiło, że nie miała odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ekipa Bękartów byłaby według mnie całkiem uczciwym wynagrodzeniem w stosunku do każdego nazisty za to co uczynił, czy chociażby za samą próbę identyfikowania się z tą filozofią. A film? Trzeba obejrzeć i gwiazdka. Pięć.

* * * * *

Dom Zły

Pisałem kilka postów wcześniej o Galeriankach, które okazały się niezłym jak na polskie realia kawałkiem kina. Teraz napiszę coś o innej produkcji, która napawa mnie nadzieją, że "Nasze polskie" może być jeszcze dobre (czyt. kojarzone nie tylko z komediami dla mas). Dom Zły to kolejny film, który wyszedł od reżysera, którego nazwisko wcześniej było mi zupełnie obce. I w sumie się nie dziwię (po sprawdzeniu profilu na Filmwebie), z takimi serialowymi osiągnięciami jak BrzydUla (blee) czy Na Wspólnej, to nic dziwnego. A tu proszę, Dom Zły okazuje się bardzo dobry. Historia to trochę przewrotna. Komunistyczną zimę w Polsce mamy. Wszystko kręci się jeszcze całkiem nieźle, ludowi żyje się dostatnie, wszyscy kombinują jak mogą - złote czasy.


Uwagę skupiamy na postaci niejakiego Środonia, zootechnika pracującego w jednym z PGRów. Pewnego dnia jego żona dość nagle umiera, ot tak upada i już nie wstaje. Środoń (Arkadiusz Jakubik) załamuje się, popada w alkoholizm, ale szybko zaczyna rozumieć, że musi żyć dalej. Ale już nie tu. W prasie znajduje ogłoszenie w sam raz dla siebie i przeprowadza się na drugi koniec Polski. W dniu, w którym przyjeżdża panuje straszna burza. Środoń znajduje schronienie w pobliskim domu Dziabasa (Marian Dziędziel) i jego żony (Kinga Preis). Z początku domownicy nieufni wobec przybysza, szybko zaczynają okazywać typowo polską, suto zakrapianą gościnność. Środoń i Dziabas wpadają na genialny pomysł bimbrowego interesu, który ma im przynieść ogromne zyski. Dziabas wykłada pieniądze, które odkładał na Poloneza dla swojego syna marnotrawnego, a Środoń proponuje własne oszczędności, które miały pozwolić mu rozpocząć nowe życie w nowym miejscu. Gdy przychodzi noc i wszyscy śpią, Dziabas nieoczekiwanie zmienia swoje plany. Zaczyna się polowanie.

W filmie występuje też drugi wątek, którego wydarzenia toczą się kilka miesięcy później. Środoń aresztowany przez Milicję zostaje przywieziony na wizję lokalną. Poza zeznaniami podejrzanego pokazywane są jednak również osobiste perypetie funkcjonariuszy i patologie życia w PRL jakie były wówczas na porządku dziennym. Naprawdę warto obejrzeć. 4,8 gwiazdki :)

* * * * *

2012

O 2012 słyszał chyba każdy. Jeśli nie wcześniej to przynajmniej przed premierą filmu w tym roku. Ja interesuję się tematem od dłuższego czasu i od kiedy dowiedziałem się, że Roland Emmerich (reżyser m.in. Pojutrze, które mi się podobało) bierze się za temat końca ostatecznego, obiecałem sobie, że na ten film muszę wybrać się do kina koniecznie. Tak też zrobiłem. Różne produkcje można oglądać w domowym zaciszu, ale nie tak spektakularne filmy katastroficzne. Ten ogrom, ten huk - tylko w kinie, szczególnie kiedy ziemia dosłownie wali nam się pod nogami.


Jak już wspomniałem wyżej 2012 podejmuje temat końca świata, serii ogromnych i na niespotykaną do tej pory skalę kataklizmów naturalnych, mających ostatecznie "zresetować" życie na Ziemi. Wszystko zostało przepowiedziane rzekomo już przez starożytnych Majów i zapisane w hieroglifach, jednak my (współczesna cywilizacja) jak zwykle nie uwierzyliśmy i olaliśmy sprawę. Dopiero kiedy naukowcy obserwują niezwykłe anomalie na poziomie atomów, coś się rusza. Jest już jednak za późno.

Wątek fabularny schodzi w filmach takich jak ten na drugi plan, bowiem i tak wszyscy oglądamy takie rzeczy tylko dla samej przyjemności zobaczenia wielkiej rozwałki na ekranie. W 2012 nie jest inaczej - mało wiarygodna historyjka podrzędnego amerykańskiego pisarza (John Cusack), któremu posypała się rodzina i któremu udaje się ją ostatecznie upchnąć (jakimś cudem) na jedną z kilku "arek zbawienia". Z drugiej strony scenarzyści całkiem udolnie próbują wycisnąć z widza fontannę łez, ukazując dramaty ludzkie, przeżywane w chwili gdy zdajemy sobie sprawę, że pewnie już nigdy nie zobaczymy kogoś na kim bardzo nam zależy. Efekty specjalne i animacje przednie. Dwie i pół godziny to za długo, ale i tak polecam obraz. Obraz. 4,5.

* * * *

niedziela, 27 grudnia 2009

Observe and Report

Observe and Report (Złap, zakapuj, zabłyśnij, sic, sic, sic!) obejrzałem ze względu na Raya Liottę. Jakoś tak mnie naszło kiedy przypomniałem sobie, że dawno nie widziałem żadnego filmu z nim. ZZZ to kolejna komedia z cyklu "takie głupie, że aż śmieszne". A przynajmniej takie opinie o niej krążą. Trzeba było to sprawdzić ;) Film opowiada historię Ronniego (Seth Rogen), szefa ochrony (podkreślam, szefa - to dla niego ważne, bardzo!). Ronnie całymi dniami przechadza się po galerii handlowej eksponując dumnie swoją wielką... pałę, zerkając ukradkiem na "najpiękniejszą w centrum dziewczynę z kosmetycznego" i korzystając z darmowej kawy. Czasami też użera się natrętnymi klientami. Najbardziej jednak marzy o zamianie latarki na pistolet i policyjną blachę.


Szansę na spełnienie swoich marzeń dostrzega w dniu, gdy bezbronnych klientów "jego" centrum handlowego zaczyna napastować bliżej niezidentyfikowany ekshibicjonista. Miarka przebiera się w momencie, gdy zboczeniec terroryzuje obiekt westchnień Ronniego. Wtedy jednak do sprawy przydzielony zostaje detektyw Harrison (właśnie Liotta). Między samcami rozpoczyna się wojna na kompetencje i wyścig o to kto pierwszy pochwyci przestępcę. Na dodatek Ronnie postanawia udowodnić Harrisonowi, że ma zadatki na prawdziwego, bohaterskiego glinę i składa podanie do akademii policyjnej...

Observe and Report jak na komedię przystało ma do zaoferowania trochę zabawnych scen i dialogów. Ponadto wyśmiewa amerykańskie zamiłowanie do broni i centrów handlowych. Może nie popłakałem się ze śmiechu, ale całkiem zmarnowane półtora godziny też to nie było. 3,666.

* * * *

sobota, 26 grudnia 2009

Galerianki

Obejrzałem ostatnio trochę filmów, zaległości w pisaniu mi się narobiło, czas więc je nadgonić. Zacznę od Galerianek. Jeden z ciekawszych w tym roku polskich filmów, opowiadający historię grupy gimnazjalistek, dorabiających po godzinach na włóczeniu się po galeriach handlowych i szukaniu sponsorów. Gdy w klasie pojawia się "nowa", Alicja, dziewczyna nie ma przyjaciół. Wkrótce zdaje sobie sprawę, że najszybszym sposobem na zdobycie akceptacji rówieśników będzie dołączenie do paczki Mileny. Mimo, że nie zagwarantuje to nowych przyjaźni, Alicję przekonuje fakt, że z jej nowymi koleżankami nikt nie ma odwagi zadrzeć i że jest to jakiś sposób na osiągnięcie pewnego statusu oraz niezależności. Wejście w grupę nie jest jednak łatwe. Aby się przypodobać, Alicja musi stać się jedną z nich do samego końca.


"Praca" galerianki okazuje się jednak nie być takim łatwym kawałkiem chleba jak mogło się na początku wydawać. Trudny "pierwszy raz" i niewielkie korzyści powoli zaczynają zniechęcać bohaterkę. Do tego dochodzi samobójcza śmierć nieszczęśliwie zakochanego w Alicji kolegi. Czy warto aż tak się poświęcać dla nowego telefonu i kilku ciuchów?

Produkcję Katarzyny Rosłaniec polecam szczególnie rodzicom, coby po seansie mogli się zastanowić co ich córy wyczyniają, gdy oni nie patrzą. Inna sprawa, że rodzice tych konkretnych dziewczynek pewnie filmu nie zobaczą ;) W każdym razie warto obejrzeć. Solidny, polski obraz, jakich ostatnio niewiele. Zachęcam i daję mocną "czwórę".

* * * *