poniedziałek, 28 grudnia 2009

Inglorious Basterds

Inglorious Basterds to jeden z tych filmów, na które czekałem, a jak już pojawił się w kinach to zapomniałem :p Ale teraz wyszedł na DVD i żałuję... Żałuję, że jednak nie byłem w kinie. Kolejny film Tarantino i kolejny, po obejrzeniu którego bez najmniejszych zastrzeżeń wystawiam pięć gwiazdek. A wszystko to takie proste.

II Wojna Światowa, okupowana przez hitlerowskie Niemcy Francja. Bękarty Wojny, bo tak film się po polsku zwie, opowiadają historię grupy alianckich żołnierzy narodowości amerykańsko-żydowskiej, pod dowództwem porucznika Aldo Raine'a (Brad Pitt), wybranych do zostania "psami na nazistów". Każdy z "psów" zobowiązany był do dostarczenia swemu dowódcy stu nazistowskich skalpów. Oczywiście oddział utworzony został nieoficjalnie i miał charakter czysto partyzancki. Mało któremu naziście, który już wszedł im w drogę udało się wyjść z tego spotkania żywemu, ale jeśli już się udało, to Bękarty miały w zwyczaju wycinać takiemu osobnikowi na czole swastykę, coby ludzie wiedzieli w przyszłości z kim mają do czynienia. Ten krótki opis powinien wystarczyć za rekomendację, jednak film jest nieco ambitniejszy i nie opiera się w całości tylko na tych "bestialskich" praktykach. Wręcz przeciwnie, takich egzekucji nie widać na ekranie zbyt często. Raz? Dwa?


Dużo ważniejszy jest wątek opowiadający historię zgładzenia hitlerowskich grubych ryb w czasie bardzo wyjątkowego wieczoru. Przy okazji zaplącze się tam też sam Führer, ale nie będę wszystkiego opowiadał, lepiej samemu obejrzeć.

Inglorious Basterds to oczywiście historia fikcyjna, ale po obejrzeniu wszystkiego trochę szkoda mi się zrobiło, że nie miała odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ekipa Bękartów byłaby według mnie całkiem uczciwym wynagrodzeniem w stosunku do każdego nazisty za to co uczynił, czy chociażby za samą próbę identyfikowania się z tą filozofią. A film? Trzeba obejrzeć i gwiazdka. Pięć.

* * * * *