
Podczas jednego ze służbowych lotów poznaje Tylera Durdena (Brad Pitt), sprzedawcę wysokiej klasy mydła o bardzo specyficznym pochodzeniu. Znajdują wspólny język. Po powrocie do domu okazuje się, że mieszkanie naszego bezimiennego bohatera w podejrzanych okolicznościach wyleciało w powietrze. Postać grana przez Nortona znajduje schronienie u Tylera. Podczas jednego z barowych posiedzeń między mężczyznami dochodzi do bijatyki. Okrywają jednak, że przynosi im to przyjemność i organizują w piwnicy baru tajemny klub walki, do którego wstępuje coraz więcej nowych członków. Grupa z czasem przeobraża się w ogólnokrajową bojówkę o charakterze zbrojnym. Aż pewnego dnia Tyler znika.
I wtedy właśnie fabuła zakręca i można się na moment zgubić. Fight Club to przewrotna historia z elementami schizofrenicznymi. Główny bohater nie ma imienia nie bez powodu. Świetny scenariusz, genialne postaci i zaskakująca końcówka. Tylko ta ostatnia scena i efekty specjalne sprzed 10 lat... I tak warto zobaczyć. 4,7 jak nic.
* * * * *