środa, 12 sierpnia 2009

House of Saddam

Pierwszy post na nowym blogu - jednym z dwóch nowych. Postanowiłem zrobić użytek z tego co przewija się od czasu do czasu przez moje oczy. W związku z tym na niniejszym blogu będę publikował ultra-krótkie recenzje (a może bardziej wrażenia z) obejrzanych filmów i seriali. Trochę się już tego widziało, jeszcze więcej się zobaczy, a i taka szybka opinia może komuś się przyda i również skłoni do obejrzenia (albo obejrzenia czegoś innego :D). Przy okazji polecam też drugi, siostrzany blog, na którym w podobnej konwencji będę pisał o grach. Miłej lektury, zaczynamy!

Na pierwszy ogień biorę Dom Saddama (House of Saddam), brytyjski mini-serial wyprodukowany przez BBC oraz HBO. Tasiemiec to nie jest i nawet dobrze, bo w czterech solidnych, jednogodzinnych odcinkach pokazuje tylko to co ma pokazać, bez dorabiania zbędnych historyjek. Dzięki temu ani przez moment nie poczułem, że się nudzę :) Jak można wywnioskowaź po tytule, film opowiada historię Saddama Husajna, a konkretniej historię jego rządów. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy przyszły dyktator rozpoczyna rewolucję w Iraku, obala młody jeszcze, demokratyczny ustrój i przejmuje stanowisko prezydenta. Pierwszy odcinek skupia się na początkach - twórcy pokazują jak Saddam dochodzi do władzy, eliminuje przeciwników i zdobywa "miłość" rodaków. Później poruszane są również inne wątki: problemy w rodzinie, zdrady "zaufanych towarzyszy", zbrodnie reżimu, stosunki międzynarodowe.


Poza ciekawą fabułą mocną stroną serialu jest obsada. Genialny Igal Naor, twarz Husajna, inni aktorzy odgrywający role członków najbliższej rodziny, krewnych, przyjaciół - jakby zostali stworzeni do swoich ról. No i ten bliskowschodni akcent. Warto podkreślić, że twórcy serialu starali się przedstawić wszystko jak najbardziej obietywnie, dzięki czemu cała historia nie stanowi "pośmiertnego linczu" (buuu... jaki to Husajn był zły!). Poza oczywistymi okrucieństwem i przebiegłością dyktatora, pokazano go również jako kochającego i wyrozumiałego ojca, ceniącego wartości rodzinne (no, może poza małżeństwem). Nie będę się dalej w to zagłębiał, bo to nie miejsce, aby oceniać Saddama. Zrobicie to sami, po obejrzeniu filmu. Polecam.

* * * * *